STRONE PROWADZI
SIEĆ OBYWATELSKA
WATCHDOG POLSKA

biuro@siecobywatelska.pl
UL. URSYNOWSKA 22/2
02-605 WARSZAWA
DESIGN: RZECZYOBRAZKOWE.PL

Naprawdę każdy ma prawo do informacji publicznej?

Fundacja Klinika Rządzenia: We wrześniu obchodziliśmy kolejny Międzynarodowy dzień prawa do informacji, w trakcie którego przypominamy, że każdemu z nas przysługuje prawo do informacji właśnie. Ale profesor Łętowska, żeby uzyskać informację publiczną musi tłumaczyć się, że jest „autorem poważnym, a nie lekkomyślnym poszukiwaczem sensacji” (zob. Gazeta Wyborcza, „Łętowska chce zrozumieć sąd” w sierpniu 2015). A Kancelaria Sejmu przekazuje dane na temat poselskich podróży krajowych dziennikarzom, choć wcześniej nie udostępniła tych informacji Fundacji ePaństwo (obywatelom, organizacji, a może lekkomyślnym poszukiwaczem sensacji). Naprawdę każdy ma prawo do informacji publicznej?

Archives, aut. Marino González, CC BY-NC-ND 2.0

Archives, aut. Marino González, CC BY-NC-ND 2.0

To tylko dwa przykłady sytuacji, które pokazują, że choć prawo, w tym Konstytucja, gwarantuje nam dostęp do informacji publicznej, to w praktyce my, zwykli obywatele musimy tę informację zdobywać. Co więcej, jesteśmy inaczej traktowani przez władze publiczne niż np. dziennikarze. I to pomimo to, że Prawo prasowe i ustawa o dostępie do informacji publicznej zapewnia nam równy dostęp i nie uprzywilejowuje żadnej grupy. Zgodnie bowiem z art. 3a ustawy – Prawo prasowe w zakresie prawa dostępu prasy do informacji publicznej stosuje się przepisy ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. Dziennikarz ma zatem takie samo prawo dostępu do informacji publicznej, jak każdy inny obywatel. Praktyka pokazuje jednak, że odpowiedzi na pytania dziennikarzy udzielane są niezwłocznie, a na pytania obywateli – z opóźnieniem albo wcale. Centrum Informacyjne Rządu stworzyło nawet dwie odrębne skrzynki pocztowe – do wniosków o informację publiczną dla obywateli i do wniosków dziennikarzy. Na stronie mojepanstwo.pl można znaleźć wszystkie zagraniczne podróże posłów, ale brakuje w nim spisu podróży służbowych w Polsce, ponieważ Kancelaria Sejmu ich nie udostępniła. Fundacja ePaństwo słusznie pyta, dlaczego dziennikarze otrzymali te informacje, a organizacja pozarządowa nie. Czy mamy do czynienia z selekcją dostępu do informacji publicznej?

Właśnie kończy się okres sprawowania rządu koalicji PO-PSL z premierką Ewą Kopacz na czele. W expose E. Kopacz obiecała odbudowę zaufania obywateli do władz. Czy te obietnice spełniła? Trudno wyobrazić sobie odbudowę zaufania obywateli bez zapewnienia im możliwości udziału w procesie rządzenia oraz bez pełnej jawności działania władzy (zob. Gazeta Wyborcza, „Jak premier Kopacz odbuduje zaufanie. Kilka uwag dla nowego rządu” w październiku 2014). To oznacza pełen i równy dostęp do informacji publicznej.

A my nadal nie wiemy, czy rząd nie planuje kolejnych ograniczeń w dostępie do informacji publicznej. Po protestach dotyczących planów rządu co do wprowadzenia tajemnicy dyplomatycznej prace legislacyjne w tym zakresie nie były kontynuowane. Ale rząd nie określił jednoznacznie swojego stanowiska i nie wiadomo, czy możemy być spokojni o swoje prawa. Dodatkowo na co dzień spotykamy się z nieformalnymi próbami ograniczania naszego prawa do informacji publicznej. Urzędy uznają, że nie udostępnią jakiejś informacji, bo to informacja przetworzona, albo jakiegoś dokumentu, bo to dokument wewnętrzny lub roboczy. W końcu, w różnych środowiskach zaczyna mówić się o tzw. nadużywaniu prawa do informacji (nadużywanie prawa człowieka – czy to nie oksymoron?). Burmistrz Jarocina poszedł jeszcze dalej – chce „pieniaczy” (to osoby, które wysyłają skargi do urzędu) ubezwłasnowolnić i leczyć.

Z drugiej strony w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach obserwujemy sytuacje, które – zdroworozsądkowo myśląc – powinny przemawiać za szerszym, powszechnym dostępem do informacji publicznej. To tzw. afery podsłuchowe i kilometrówkowe. Ważnym aspektem tych sytuacji jest kwestia wydawania pieniędzy publicznych na cele nie służbowe, prywatne. Jawność sprzyja, jak mówi Stowarzyszenie Watchdog Polska. Jeśli władza działa transparentnie, to łatwiej jest jej przeciwdziałać patologiom życia publicznego. Zwiększa się społeczna kontrola władzy publicznej. Jawność umożliwia „rozliczalność” władzy. To o tyle istotne, że kiedy pytaliśmy urzędy w ramach realizowanego przez Fundację Klinika Rządzenia projektu „Publiczne czy prywatne. Monitoring wydatkowania środków publicznych” (realizowanego w ramach programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z funduszy EOG), czy w czasie po ujawnieniu tych afer wystąpiły z jakimiś inicjatywami legislacyjnymi, to okazało się, że nie. Urzędy samodzielnie nie uznały, że takie zmiany są potrzebne. Tym większa zatem rola obywateli i możliwość rozliczania władzy, możliwość wynikająca z transparentności i dostępu do informacji publicznej.

Pomimo to nie widać tendencji do zwiększenia gwarancji prawa do informacji publicznej. W tym kontekście zachowanie prof. Łętowskiej jest po prostu niebezpieczne dla realizacji tego prawa przez innych obywateli. Im bardziej osoby występujące z wnioskami o informację publiczną będą wyjaśniać, do jakich to poważnych aktywności jest ta informacja im potrzebna oraz jakimi to poważnymi autorami są te osoby, tym bardziej zwykły obywatel będzie musiał o te informacje walczyć jako pieniacz i lekkomyślny poszukiwacz sensacji. W sprawie profesor Łętowskiej podtrzymano odmowę udostępnienia informacji publicznej, nie biorąc pod uwagę okoliczności, że wnioskodawczyni jest autorytetem naukowym. I słusznie, bo informacja publiczna powinna być udostępniana (lub ograniczana) bez względu na to, czy ktoś jest, czy nie jest autorytetem. Na gruncie przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej od nikogo nie wolno żądać wykazania interesu prawnego lub faktycznego w uzyskaniu informacji. Dlaczego? Bo prawo do informacji publicznej ma każdy, a zatem nie tylko ten, kto wykaże w uzyskaniu dostępu do określonej informacji interes prawny lub faktyczny.

Prof. Łętowska zamierza zaskarżyć decyzję prezesa do sądu administracyjnego, bo chce „przetestować granice dostępu do wyroków i ochrony prywatności w sytuacji, gdy za dostępem przemawia interes społeczny”. Tyle, że zgodnie z Konstytucją i ustawą o dostępie do informacji publicznej za dostępem zawsze przemawia interes. Do wszystkich apelujemy – nie usprawiedliwiajcie realizacji swojego prawa człowieka. W przeciwnym razie zwykły obywatel usłyszy w urzędzie, że nadużywa prawa do informacji, szuka sensacji, albo wręcz – że powinien się leczyć.

Autor: Marcin Anaszewicz, politolog, doktor nauk społecznych, prezes zarządu Fundacji Klinika Rządzenia

  1. “Burmistrz Jarocina poszedł jeszcze dalej – chce „pieniaczy” (to osoby, które wysyłają skargi do urzędu) ubezwłasnowolnić i leczyć.”
    Zbyt wiele zaszczytów dla niego.
    Pionierem w RP nie był.
    Grubo przed nim na taką wysublimowaną intelektualnie myśl “wpadł” bowiem, inny “samorządowiec”, organ wykonawczy miasta Nowa Sól.

  2. ,,, Do wszystkich apelujemy – nie usprawiedliwiajcie realizacji swojego prawa człowieka. W przeciwnym razie zwykły obywatel usłyszy w urzędzie, że nadużywa prawa do informacji, szuka sensacji, albo wręcz – że powinien się leczyć”. -Tak wszystko OK. Ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że mamy do czynienia z informacją prostą. Skoro ustawodawca racjonalny, a takiego istnienie domniemuje się w każdym procesie wykładni prawa- założył, że udostępnienie informacji przetworzonej (patrz art. 3 ust. 1 pkt 1 ) jest uzależnione od wystąpienia ,,szczególnej istotności dla interesu publicznego” to nie można twierdzić generalnie – ,, nie usprawiedliwiajcie realizacji swojego prawa człowieka”. Tak, ale tylko gdy mamy do czynienia z informacją prostą.
    Jesteście świetną organizacją, ale nie osiągniecie celów założonych wyłącznie opartych na negacji. Brakuje działań które by prowadziły do negowania i publicznego piętnowania EWIDENTNEGO nadużywania prawa do informacji. Przykłady? oo jest ich kilka np były wójt przegrywa wybory i postanawia pokazać gminie kto tu rządzi; i składa przez 4 miesiące ponad 500 wniosków, z których jeden liczy 171 stron (stosiedzemdziesiątjeden stron) – wszystko to tworzy sytuację w której zapomina się już o istocie tego prawa do informacji, ale rodzi wyłącznie agresję na słowo jawność. To nie jest nadużywanie prawa do informacji? Jest i to nie jest oksymoron. I właśnie o takie wskazanie granic trzeba walczyć, paradoksalnie dla niezagrożonegp dalszego istnienia prawa do informacji. Bo jeśli takie organizacje jak Wy w to się nie zaangażują,to obawiam się,że uczynią to rządzący bez pytania kogokolwiek o zgodę. A tu wynik może być wieczorowo niekorzystny 😉
    Zachęcam zatem do rozpoczęcia dyskusji publicznej na temat potrzeby zmian w ustawie, by doprowadzić do koniecznych zmian, które niczego nie ograniczą, a jedynie ucywilizują pewne procesy, czy potwierdzą to co i tak sie dzieje w praktyce (dobrej praktyce bo tylko taką mam na myśli). Czemu w programie kształcenia na KSAP nie ma tego zagadnienia? T samo dotyczy aplikacji samorządowej. Sugeruję również by w odpowiednich gremiach walczyć o włączenie w procesy kształcenia na kierunku administracja i prawo zagadnień związanych z prawem do informacji i istnieniem watchdogów. Warto zacząć od uniwersytetów tych najlepszych =, wtedy pójdzie łatwiej wskazując to jako pewien wzorzec.To przyniesie dużo więcej niż najbardziej światłe wyroki NSA.
    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strażnicze kursy online:
  • otwarty kurs internetowy “Na straży”
  • praktyczna edukacja prawna w szkole
  • System Analizy Orzeczeń Sądowych
Poznaj przedmioty inspirowane watchdogami!

Wesprzyj kampanię “Dbamy o lepszą codzienność”.

Monitoruj, kontroluj, działaj!

Sprawdź naszą ofertę edukacyjną.

Baza Inicjatyw Strażniczych

Poznaj polskie projekty, osoby i organizacje watchdogowe.

Strona używa ciasteczek. Polityka prywatności